Wyróżnienie w konkursie portalu i wydawnictwa OFICYNKA

Anna Błyskun

NIC

Żeby te schody się skończyły.... żeby zamknęły się za sobą drzwi... zniknąć, chociaż na moment... Nic tu nie ma sensu, ślady zaprzeczaja śladom. 48 godzin na nogach... tylko gryząca pustka.... Teraz trochę się przespać, bez prysznica, bez wódki, spać....
- Cześć, Żabko, złapałaś dzisiaj jakiegoś Mansona..? Byłem w okolicy, spotkałem kumpla, skoczyliśmy na parę piweniek i jakoś tak, wiesz, się złożyło, że już mi się nie opłacało wracać, pomyślałem, że się ucieszysz jak zostanę... chcesz piwo? Gdzieś tu jeszcze jakieś chyba widziałem....
Móc przytrzasnąć Ci głowę drzwiami, wsadzić Ci to piwo głęboko w d..... Ale ciało jest kamiennym posągiem, a zęby nie mają już siły zgrzytać....Zniknij...."
- O, widzę, że coś dzisiaj nasza waleczna "detektywka" nie ma humorku, może zaraz to naprawimy...hahaha...jakieś małe co nieco...
Nieświeży oddech, smród alkoholu, ostrego potu, drgawki, pusty żołądek, odbija je echem, ciało odmawia dalszego wykonywania rozkazów... Krótkie wychrypiałe "spierdalaj".. Wszystkim przed wszechogarniająca ciszą poduszki....
A potem z ciemności ból... I półprzytomne, co kurwa robisz?!! Wypierdalaj!!
-Sorki, trochę po ciemku, musiałem w dupkę trafić, wiesz jak to po browarkach...
Czerwone pasma przed oczami...

-Jezu, wściekła suczy, zabijesz mnie, o co ci kurwo, chodzi...
I schody, trzask drzwi, cisza...
Nic.

Jest tak duszno, nie mogę wziąć oddechu, by się nie wylać cała na podłogę. Lodówka przestała działać... Zegar zaraz wyrzyga na mnie całą duchotę tej nocy... I tyka, moja głowa tyka... Ślady rąk na lustrze, skąd one tam są... Nie... To dom.... Błyski...

Za szybą cienie szarpią moje sny, może to dłonie na lustrze, ramiona... Się kołysza... To przecież nic, to wiatr, to burza, to nic... Niemapowietrza... I cienie szarpią.. To tylko wiatr, powieki opadają gdzie jestem, to wiatr...
Jacek...! I światło i pustka i schody...
-Gdzie Ty jesteś posrany fiucie, gdzie....
Ból, bez oddechu.
Światło, drzwi w łazience, zamknięte i trzęsie i błyska...

Twardy ból, nie mam policzka, chyba, to nic... Moje ciało nie chce mnie znać. Trzeba wyjść z tej wanny, stary mnie zabije.. K...ósma. Zabije mnie.

Prysznic, żołądek odmawia już jeść. Klucz, drzwi nie zapomnieć. Telefon.

-Pani to chyba w totka wygrała, Paniusiu, i lepiej, żeby tak było... Trzy miesiące zalega z czynszem, a burdy! Jak to się prowadza po nocach z gachami, a drze się, wstyd , tfu na całą kamienicę... I żeby to policjant, to ja już nie wiem co się dzieje na tym świecie.. W takich czasach mi przyszło żyć, a światło do rana se świeci, tfu.. Jak za trzy dni pieniędzy na czynsz nie zobaczę to i Paniusiu, do mieszkania nie wejdziesz. Dosyć ja mam tego... Na głowę się leczyć, tfu..!

Nie słyszeć... Chłód brudnych ścian na policzku... Kawałek papierosa.. Żar... Płynny metal oblewa ramiona, nie mam nóg... Stary mnie zabije...

-Hej, chłopaki, nasza studentka się była łaskawa w pracy pojawić....! To się widzę studiowało całą noc... bangaranga!, ha,ha, no to się nam udała gwiazda....

-Nie ma to jak świeżak, nie ma, jakbyś się koleżanko znów zestresowała, to na następną noc siebie polecam, za darmo...ha... Koledzy też nie pogardzą...

-U Starego. Już.

Wyświechtane drzwi, nienawidzę tych drzwi. Starobrudne drewno, wysłużona klamka. Brzydzę się ich dotykać. Brzydzę. Pot cieknie po plecach. Nic nie mam do powiedzenia.

-Niezwykle miło mi jest gościć naszą niezwykle wykształconą koleżankę, w naszych, jakże skromnych i staroświeckich progach. Rozumiem, że na tych "nowoczesnych" studiach uczą jak się pięknie prezentować w cv... Ale u nas, "niestety", trzeba też pracować.. Tak sobie wymyśliły władze... A poprzez pracować, rozumie się u nas, takie banały, jak, załóżmy, przychodzenie do pracy na czas, czy chociażby rzeczywista ciężka praca u podstaw - obserwacja podejrzanego, z którą rozumiem, koleżanka zaznajomiona nie jest. Nie chciałbym tym swoim wywodem naszej wielce szanownej koleżanki zanudzać, ani usypiać, bo jak widzę i drugą zmianą się dorabia, więc przejdę, do rzeczy. W związku z niesubordynacją ( rozumianą tu jako nieprzestrzeganie podstawowych obowiązków funkcjonariusza) jestem zmuszony, a ogromnie serce mnie boli, proszę mi wierzyć, zdegradować Panią koleżankę z oficera profilującego do asystentki detektywa Siedlińskiego. Będzie Pani realizować przydzielone jej zadania, na posterunku, zgodnie z zaleceniami Pani, od tej pory, zwierzchnika. Po zatwierdzeniu przez detektywa Siedlińskiego, Pani "szkolenia wdrażającego", zostanie Pani przywrócona na poprzednie stanowisko. Dodać jeszcze muszę, że pomimo świetnego wykształcenia, ale ze względu nowe stanowisko, Pani pensja wynosić będzie teraz, do powrotu na poprzednie miejsce, równo 1800 brutto. Życzę więc Pani...
- Ja chciałabym właśnie zapytać czy ta pensja...
- Jak wspomniałem JUŻ RAZ WCZEŚNIEJ, życzę Pani miłego i owocnego dnia pracy. Powodzenia. PO TAMTEJ stronie drzwi.

Brud i syf. Śmierdzi starym capem, nawet wiatrak w Sali przestał się kręcić. Dość ma pływania w tym gównie. Dziesiąta. Wiedzą. Wiedzieli. Zanim przyszłam. Stąd te dowcipki, dogryzki. Kurewskie uśmieszki. Nie dam rady tamtędy przejść. Jestem plamą potu, a na drodze dziesięć podstawionych nóg. Moja twarz to czaszka, z osadzonymi oczami...

Osiem godzin bezsensownego przeglądania akt, ja wiem, żeby upokorzyć, oni wiedzą, że ja wiem. Smród pleśniejącego papieru. To nie ma sensu. Bez wyraźnego polecenia, nawet nie mogę zajrzeć do akt. Może im to wynagrodzi lata kompleksów w pieprzonej komendzie. Chciałabym coś zrobić, nie mogę nic. To po prostu nie tak. Syf i kurz. Moje plecy to pałąk...

-Halo, koleżanko supersiesaj, american holyłood, do domu se może iść, jak rozumiem papiery przejrzane... I raport na biurku... No, oczywiście, każdy z podejrzanych o złe parkowanie w tym miejscu mógłby być zabójcą... Czas się nie zgadza... No to się koleżanka czasami zajmie jutro. Nie! Nie ma bezsensownej roboty, jest tylko źle zrobiona... Ale to jutro... Czy ósma godzina coś koleżance mówi..? To zapraszam o ÓSMEJ...

Połóż się spać.
Proszę, idź do domu, połóż się spać.
Nie mam siły.
Tylko jedno.

Mój park, moja ławka. Tyle ludzi. Pogoda. To nie pogoda, to piekło.

Było jedno. Jedno, to jedno. Nie było słabego, więc mocne. Ale mocne było tylko powiększone. W promocji, ale tylko po dwa. 10 minut. Skończyło się. Mam jeszcze drugie. Ktoś puścił maleńką fruwającą latarnię prosto w piękne, ciemne niebo. Ławka śmierdzi starym psem i szczynami. Wygląda jakby ktoś po niej łaził butami. To nic, chciałabym się do niej przytulić...Tylko na chwilę się położyć. Na moment. Nie, idą...
-Szanowna Panienko, mogę porwać..? Szczerbaty ryj świeci spitymi wargami..
Na kolegę czekam...
-Ach, taka piękna Pani, papierosa Pani pewnie ma poczęstować...?
Nie mam przykro mi, na kolegę czekam...
-Ach, to przepraszam...A więc niech będzie, że życzenia Pani zostawię od... od Nieznajomego...
Poszedł.
Papieros.
Nawet nie smakuje.
Sms.
"Klucze sobie wsadź, jest w skrzynce. Nie dzwoń, lecz sie. Mam kogos"

Idę. Nie zależy mi "have a good luck". Będę rzygać. Skora mnie swędzi. Jak jakieś pająki.
Chyba dziś nie jadłam. Nie wiem. Kroki na ulicy. Moje kroki. Nie mam muzyki. Przeklęte głosy i kroki. Głosy jak światła mijających samochodów. I mijające światła...
Kręci mi się w głowie swiatlakrokiglosy
Późno, już niedaleko, trzeba wracać...jutro będzie światło, wszystko się rozwiąże...

Zgasły latarnie. Jest ciemno. Już niedaleko. Przejście. Zielony ludzik do mnie miga. A zanim las. Mój las, ciemny las. Miga do mnie, jest cicho. Zabił go czerwony, nie mogę tamtędy iść. Już niedaleko.

Droga do domu, znam, ciemno może być. Ulotny zapach ciężkich perfum. Śmietnik, gorąco. Głosy. Czemu idą moją drogą...?? Jest tak późno. Druga strona ulicy. To moja ulica. Pies, ciche głosy, jedna latarnia, znów ciemność... Już niedaleko.

Kilka kroków i w górę... To tylko schody, głupie klucze....

Położę się, tylko na chwilę, zaraz skończę....I tak wszyscy śpią, nie ma nikogo...

Parę schodków, drzwi, te kurewsko głupie klucze... zgrzyt w zamku, ciemność, dom...

Okno, cisza, wieje wiatr, ramiona się kołyszą.... Przecież tu nikogo nie ma..!! Nikogo nie może być...!

Wiatr, łazienka, zamknięte drzwi, światło....

Wanna, wódka....

Nic...

:: Beletrystyka
:: Podręczniki
:: Wspomnienia
:: Kryminały
:: Inne
:: Po angielsku

W dziale "Popularne":
:: As w rękawie
:: Adwokat
:: Colorado Kid
:: Cień znad jeziora
:: Decathexis
:: Deja Dead
:: Diabelska przypadłość
:: Giń
:: Kryminały
:: Krwawe zbrodnie
:: Komisarz Maciejewski
:: Kości w proch
:: Koszmar na miarę
:: Nagie kości
:: Największa przyjemność świata
:: Okruchy śmierci
:: Predator
:: Poniedziałkowa żałoba
:: Pogrzebane tajemnice
:: Śmiertelny koktajl
:: Śmierć za dnia
:: Ślad
:: Uwikłany
:: Wyspa Psów
:: Zegarmistrz
:: Zabójcza podróż
:: Zakopane: Luftkurort 1940

:: Jak odczytać fałszywe dokumenty i numery VIN
:: DISCOVERY - Zbrodnie, które wstrząsnęły światem
:: Człowiek z Maree
:: Tajemnica Gatton
:: Tutoriale kryminalistyczne

:: NOWE! Puzzle

:: Przygody detektywa Maxa

:: Quiz
:: VIII Edycja Konkursu Wiedzy Kryminalistycznej im. prof. Brunona Hołysta
:: Test wiedzy o historii medycyny
:: Test wiedzy o kryminalistyce i medycynie sądowej
:: Układanka
:: Zagadki kryminalne

"Złota zasada Murphiego: Zasady określa ten, kto ma złoto"


GALIEL@WEBGROUP 2005