Rys. - "Janina Borowska" - źródło: J. Widacki "Stulecie krakowskich detektywów". 

Janina Borowska w roku 1909 była na ostatnim roku medycyny. Ta całkiem ładna kobieta miała jeszcze 10-ro rodzeństwa. Jej własne dziecko zmarło w 1905 roku. Aby zapomnieć o tragedii Janina zaangażowała się bardzo mocno w działalność partii socjalistycznej. 

Była powszechnie lubiana i szanowana, tak więc sensację wywołał artykuł Emila Haeckera w "Naprzodzie" oskarżający ją o bycie agentka carskiej "Ochrany". Urażeni Borowscy wynajęli adwokata - dr Włodzimierza Lewickiego aby wniósł skargę przeciw autorowi artykułu. Adwokat swoje zrobił i 23 lutego 1909 roku Haecker został uznany winnym zniesławienia. Nie była to jednak jedyna konsekwencja tej sprawy. Lewicki zapewne spodziewał się po tej obronie rozgłosu. Dostał coś więcej - kochankę. Na początku procesu wybuchł płomienny romans pomiędzy Borowską a prawnikiem. Ale jak to czasem bywa, pod koniec procesu Lewicki stracił także zainteresowanie Janiną i nawet skarżył się na jej nachalność. Na nieszczęście uczucia kobiety nie osłabły.

Sam Lewicki zaś znalazł sobie nowy przedmiot westchnień (powszechnie wiedziano że prawowitą małżonkę pozostawił bez środków do życia). Dobrze to skończyć się nie mogło...
5 czerwca 1909 roku do mieszkania Lewickiego wezwano karetkę. Prawnik miał podobno postrzelić się z pistoletu. Na miejscu ratownicy zastali ... Borowską. Nieprzytomny Lewicki leżał na podłodze. Pod głową miał poduszkę, zaś na prawej skroni ranę postrzałową. Za szezlongiem dało się zauważyć stłuczony klosz lampy naftowej. 
Borowska wyjaśniła, że wypadek zdarzył się przed godziną, a pogotowie wezwała tak późno, ponieważ Lewicki był przytomny i wydawało się iż rana nie jest ciężka. Włodzimierz miał strzelić do siebie sam. Rannego zabrano do szpitala Św. Łazarza. Stan pacjent określono jako agonalny. Lekarz powiadomił policję.

Śledczy zatrzymał Borowską w areszcie. W mieszkaniu Lewickiego przeprowadzono wizję lokalną. Niestety w sposób, trzeba powiedzieć jasno - karygodny. Nie dość że nic z niej nie wynikło, to jeszcze poprzestawiano przedmioty. Zaś w pokoju Borowskiej znaleziono i zabezpieczono rewolwer. 

W tym czasie ofiara postrzału zmarła w szpitalu. Zaczynała się więc sprawa o morderstwo lub samobójstwo. Jako biegłych sądowych powołano prof. Leona Wachholza i dr Jankowskiego. Dokonali oni ponownie oględzin pokoju denata i spostrzegli, że pościel była czysta, bez śladów krwi. 
Znaleziono bardzo zakrwawioną poduszkę, a na podłodze ślady wycierania wymiocin. Ślady krwi były także pod stolikiem nocnym. 
Jak się można domyślić opinia po przeprowadzeniu sekcji zwłok brzmiała, iż przyczyną śmierci był "...postrzał zadany z broni palnej małego kalibru...".

Rozpoczęto śledztwo. Borowska upierała się przy wersji, iż Lewicki sam się postrzelił, a potem był jeszcze przytomny przez pewien czas. Rozmawiał z nią i wycierał ręką krew z czoła. (Potwierdziły to ślady na rękawie). Przesłuchano mnóstwo świadków, wyciągnięto mnóstwo brudów z  życia prawnika i Janiny, a jednak śledztwo utknęło w martwym punkcie. Nie można było ocenić, czy Lewicki sam się postrzelił, czy został z zimną (a raczej zbyt gorącą) krwią zamordowany. Wówczas dr Jankowski wystosował do sądu pismo, w którym radził, aby:

  • Znaleziony pistolet Browinga ostrzelać w celu sprawdzenia jak wystrzeliwane są łuski, a na tej podstawie wysnuć wnioski o odległości z której strzelano i kierunku strzału. 

  • Po tym pistolet wraz z zapasem naboi miał zostać wydany lekarzom, w celu określenia odległości z której strzelano do ciała.

Krótko mówiąc Dr. Jankowski radził przeprowadzenie ekspertyzy batalistycznej. Pamiętajmy o tym, że był to początek ubiegłego wieku i takie postępowanie nie było na porządku dziennym. 

Tak też zrobiono - powołano dwu znawców broni - oficera armii i rusznikarza. Najpierw eksperci potwierdzili fakt, że z broni niedawno strzelano (na podstawie spalonego prochu w lufie). Następnie udano się do mieszkania Lewickiego aby przeprowadzić ostrzelanie na miejscu. 17 czerwca po uprzednim wykonaniu szkicu i zdjęć miejsca zdarzenia (jedna z pierwszych fotografii miejsca zbrodni) przystąpiono do eksperymentu. Nieszczęsnego manekina usadawiano w różnych pozycjach i różnych miejscach pokoju i strzelano do niego bezlitośnie. 

Co wynikło z tej próby?  Otóż łuskę po pocisku, który zabił prawnika znaleziono pod ścianą. Aby tak upadła jedna z łusek "próbnych" trzeba było strzelać do manekina leżącego na lewym boku twarzą do ściany. Na podstawie rozrzutu ziaren prochu ustalono, iż strzał padł z odległości około 6 cm. 
Niestety nie możliwe stało się stwierdzenie, czy pierwsza łuska upadła w miejsce pod ścianą po strzale, czy też przesunęła się tam przypadkiem. 

Borowskiej zarzucono morderstwo. 20 października 1909 roku w Krakowie rozpoczęto proces. Zeznawali w nim oczywiście jako biegli prof. Leon Wachholz i dr Jankowski. Co wywnioskowali? Otóż nie udało się jednoznacznie odpowiedzieć (z medycznego punktu widzenia) czy Lewicki sam się zastrzelił, czy też zrobiła to Janina. Za samobójstwem przemawiało usytuowanie rany i brak śladów walki na ciele denata i Borowskiej. Biegli uznali, że mogło to być bardzo typowe samobójstwo, lub bardzo nietypowe morderstwo. Potwierdzono również, że Lewicki mógł być przez pewien czas po strzale przytomny (kula nie uszkodziła części mózgu za to odpowiadającej - przytomność prawnik mógł stracić dopiero na skutek ucisku spowodowanego dużą ilością krwi napływającej do czaszki). 

10 stycznia 1910 roku ogłoszono wyrok w tej sprawie. 
Brzmiał on : niewinna...


Skomentuj artykuł na forum

:: Jak odczytać fałszywe dokumenty i numery VIN
:: DISCOVERY - Zbrodnie, które wstrząsnęły światem
:: Człowiek z Maree
:: Tajemnica Gatton
:: Tutoriale kryminalistyczne

:: NOWE! Puzzle

:: Przygody detektywa Maxa

:: Quiz
:: VIII Edycja Konkursu Wiedzy Kryminalistycznej im. prof. Brunona Hołysta
:: Test wiedzy o historii medycyny
:: Test wiedzy o kryminalistyce i medycynie sądowej
:: Układanka
:: Zagadki kryminalne

"Wszystkich wielkich odkryć dokonano przez pomyłkę." - Prawo Younga


GALIEL@WEBGROUP 2005